menu
Duchy
Duchy to część artystyczna mojego dyplomu, opowieść o moim dzieciństwie, gra w skojarzenia. Zawieszone w notatkach myśli rekonstruują się w spreparowanych, malarskich i kartonowych pamiątkach, zestawionych ze sobą w parach. Siedem zestawień obraz-obiekt opisuje dawne historie i stany, nawzajem wymieniając się znaczeniami. Razem dają pełny kontekst odczucia, pozwalają wrócić do scen i osób, które przywołują – opowiadając historie konfrontują z przeszłością.
W fazie dojrzewania płciowego według teorii rozwoju psychospołecznego Eriksona, płciowy rozwój wraz z szybkim wzrostem ciała sprawia, że wszystko co dotąd znane i trwałe, ulega zakwestionowaniu. Umysł wchodzi w stan zawieszenia pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, między moralnością przyswojoną przez dziecko a etyką, jaką posiada osoba dorosła. Kryzys rozpoczyna proces poszukiwania tożsamości.
W gestaltowskiej teorii figury i tła, figura jest wyraźna dzięki temu, że istnieje na tle, jest metaforą przeżycia. Wyłoniona, koncentruje całą uwagę, a zaspokojona, przeżyta, wycofuje się skąd powstała, staje się ponownie integralna. Wszystkie figury muszą zostać przeżyte, żeby mogły zniknąć, najlepiej w drodze konfrontacji, jeżeli nie w relacji z prawdziwą osobą, to choćby z jej wyobrażeniem. Dyplom artystyczny to mój pogłębiony autoportret. Mówi o dorastaniu, pożegnaniach, tożsamości — zamyka dzieciństwo za drzwiami, żebym ja mógł stać się dorosły.
Spirits
Spirits is the artistic part of my graduation work — a story about childhood and a game of associations. Thoughts suspended in mental notes are reconstructed in handcrafted mementos, painted or made from cardboard, presented in pairs. Seven sets of image-objects revisit past stories and emotional states, exchanging meanings with one another. Together, they offer a full emotional context, allowing a return to the scenes and people they evoke — telling stories that confront the past.
According to Erikson’s theory of psychosocial development, the onset of puberty and rapid physical growth triggers a moment of crisis — everything that once felt known and stable is suddenly called into question. The mind enters a suspended state between childhood and adulthood, between the morality internalised as a child and the ethics of a grown person. This crisis marks the beginning of an identity search.
In Gestalt theory, a figure becomes visible only against a background — it is a metaphor for lived experience. Once brought into focus, it draws our full attention. Once acknowledged and processed, it recedes and becomes whole again. All figures must be experienced in order to disappear — ideally through confrontation, whether with a real person or with their imagined presence. My artistic diploma is a deepened self-portrait. It speaks of growing up, of farewells, of identity — it closes childhood behind a door so I could become an adult.

Dzień zmarłych, 240x120 cm, olej na płótnie, 2024
Dzień zmarłych
Mój dziadek, Henryk Wiatrak od urodzenia był głuchoniemy, nie słyszał i nie mówił. Właściwie dziadek Henio, bo tak wszyscy na niego wołali. Odkąd pamiętam był już przyspawany do łóżka, w moich wspomnieniach już nie chodził. Po czasie wydaje mi się, że zdrobnienie było związane z jego niepełnosprawnością, z tym, że w drodze ubezwłasnowolnienia stracił swoją godność dorosłego, zmuszony tkwić w relacji właściwej dziecku i rodzicowi, niepełnosprawnemu i opiekunowi. Babcia nigdy o nim nie opowiadała, wiem że poznali się w zakładzie pracy, w którym dziadek dostał order za pomoc w budowie socjalizmu. No i był przystojny. Babcia przyzwyczaiła się do ciszy, a po czasie sama też ogłuchła, do dzisiaj porusza się z aparatem słuchowym – a cisza jest jedną z tych elementarnych rzeczy, które pamiętam z wizyt w jej bloku, w którym telewizor leciał zawsze, ale z wyłączonym dźwiękiem. Dziadek Henio umarł jako pierwszy, a ja doznałem pierwszej straty. Próbuję sobie przypomnieć czy byłem przy jego śmierci, czy znam to tylko z opowieści taty, który na pewno o tym wspominał. Chyba nie, chyba to nie moje wspomnienie. Moment pożegnania zastąpił mi moment pogrzebu, wkopanie urny do ziemi, później pierwsze odwiedziny na Wszystkich Świętych. „Zachowaj ciszę” często mówią tabliczki, jakby ta miała oddać śmierci szacunek, jakby była o śmierci. Kiedy cisza jest o życiu, a na pewno o życiu mojego dziadka.
Obraz powstał na podstawie dokumentacji z 1. listopada 2023 roku, ze zdjęć wykonanych na cmentarzu grabiszyńskim, osobowickim i bartoszowickim. Jest kolażem wszystkiego co wtedy wpadło mi pod obiektyw, zapisem ludzi chodzących między grobami. Pejzaż jest reprezentacją dnia zmarłych, tuż przed „zgaszeniem światła” – tym spektaklem, z którego jest znany najbardziej. Groby wibrują kolorami kwiatów, śmietniki kolorami foliowych worków, roztacza się zapach świec i obwarzanków. Obrazowi towarzyszą znicze, zamieniające poranek w wieczór.
Day of the Dead
My grandfather, Henryk Wiatrak, was deaf and dumb from birth – he could neither hear nor speak. Grandpa Henio, as everyone called him, was confined to bed for as long as I can remember. In my memory, he never walked. Over time, I came to think that his diminutive name had something to do with his disability, with the fact that he had lost his dignity as an adult because he was incapacitated and forced into the role of a child or disabled person looked after by a parent or guardian. Grandma never talked about him; I know they met in a plant where Grandpa was awarded a medal for his contribution to the building of socialism. The important thing was that he was handsome. Grandma got used to the silence, and eventually she became deaf herself; she now wears a hearing aid. Silence is one of the first things I remember from visits to her flat, where the television was always on but with the sound off. Grandpa Henio was the first to die, and I suffered my first loss. I'm trying to remember if I was there when he died, or if I only know about it from my father's stories, who surely mentioned it. I don't think it's my memory. The moment of saying goodbye has been replaced in my mind by the moment of the funeral, the laying of the urn in the ground, then the first visit on All Saints' Day. "Keep silence," the placards often say, as if silence was about respect for death, as if it was about death. But silence is about life, and certainly about the life of my grandfather.
The painting is based on the photographic documentation taken in the cemeteries of Grabiszyn, Osobowice and Bartoszowice on 1 November 2023. It is a collage of everything that I managed to capture with my lens on that day – a record of people walking among the graves. The landscape is a representation of the Day of the Dead, just before "lights out" – the spectacle for which it is best known. The graves vibrate with the colours of flowers, the rubbish bins with the colours of plastic bags, the smell of candles and bagels wafts through the air. The scene is accompanied by candles that turn morning into evening.

Trufle, 60x80 cm, olej na płótnie, 2024

Portret Babci, 60x80 cm, olej na płótnie, 2024

Zjeżdżalnia, 60x80 cm, olej na płótnie, 2024
Babcia i trufle
Janina Korasadowicz przed śmiercią pokłóciła się ze wszystkimi. Pilnowała w domu moich małych braci, kiedy w pewnym momencie coś w niej pękło, wstała i wyszła, tłumacząc że są wcieleniem zła, że ich nienawidzi. Wtedy wszystko się zmieniło, a ja nie chciałem jej znać. Kilka miesięcy później, spotkaliśmy się znowu. Zobaczyłem ją na szpitalnym łóżku, wychudzoną, pozbawioną świadomości rozległym rakiem mózgu, powtarzającą poniżającą formułę „rajstopy na pupę”. Czy nasza kłótnia ją zabiła? Przez wiele lat myślałem że pomogła, zostały wyrzuty sumienia.
Obraz coś zamknął. Przywróciłem jej twarz ze zdjęcia, wizerunek którego unikałem przez wiele lat. Zdjęcie pochodzi z rodzinnego albumu, na którym została przyłapana na papierosie, patrząc w obiektyw bez trwogi, trochę jak Olimpia u Maneta, albo Chantal Goya w Masculine Feminine Godarda. Następne tygodnie to wizyty w pracowni. Wizyty u babci. Rozmowy przy stole wśród kwiatów i trufli, o antylopach gnu z wrocławskiego ZOO i tym jakie są zajebiste.
Najlepszą śmiercią umarł podobno Fragonard, od przejedzenia lodami. Moja babcia umarła na trufle ze Śnieżki.
Grandma and Truffles
Janina Korasadowicz fell out with everyone before she died. She was looking after my little brothers at home, and one day something snapped inside her – she got up and left, saying that they were evil incarnate, that she hated them. That's when everything changed and I didn't want to know her anymore. We met again a few months later. I saw her on a hospital bed, emaciated, unconscious from extensive brain cancer, repeating the humiliating phrase "tights on the bottom." Did our falling out kill her? For many years I thought it did and the pangs of conscience remained with me.
The sketch put an end to it. I reconstructed her face – an image I had avoided for many years –from a photograph. The photo was from a family album, she was caught with a cigarette, looking into the lens without fear, a bit like Manet's Olympia, or Chantal Goya in Godard's Masculine Feminine. In the weeks that followed, visits to the studio alternated with visits to my grandmother. Conversations at the table, between flowers and chocolate truffles, about the wildebeests in the Wrocław Zoo and how awesome they are.
Fragonard is said to have died the best way, by eating too much ice cream. My grandmother died of chocolate truffles made by Snieżka.

Chłopcy, 150x150 cm, olej na płotnie, 2024
Chłopcy
Mam trzech braci, ja jestem najstarszy. Pomiędzy moimi najmłodszymi braćmi (13 i 16 lat) są 3 lata różnicy, to zupełnie tak samo jak pomiędzy mną a dorosłym Filipem, trzy lata młodszym ode mnie. Dzięki tej dziwnej koincydencji miejscami przeżywam deja vu, obserwując na żywo swoje własne wspomnienia. Obraz jest o konkurencji, walce o atencje, przegrywaniu, bólu i czytelnictwie. Bo żeby nauczyć się więcej widzieć, słyszeć i odczuwać, trzeba najpierw pobić się z bratem chociaż raz.
Boys
I have three brothers, I'm the eldest. There is a difference of three years between my youngest brothers (13 and 16), which is exactly the same as the difference between me and Filip, who is three years younger. Because of this strange coincidence, I sometimes have a sense of déjà vu as I watch my own memories unfold in front of my eyes. The painting is about competition, fighting for attention, losing, pain and reading. For in order to learn to see, hear and feel more, one must first fight one's brother at least once.

Alegoria malarstwa z Duolingo, 120x160 cm, olej na płotnie, 2024
Alegoria malarstwa z Duolingo
Kolejność prac w dyplomie nie jest przypadkowa. Zacząłem cmentarnym pejzażem i refleksją o pożegnaniach, później, kiedy myślałem o wspólnych chwilach z babcią, wszedłem w skórę dziecka, skąd prosta droga do refleksji o sobie i swoich tożsamościach. Alegoria malarstwa to przyznanie się i przed sobą i przed innymi, że jest mi wstyd mówić o emocjach. Pewnie dlatego tak często obracam coś w żart, pozwala mi to pokrętnie powiedzieć to co czuję, bez odsłaniania się – z bezpiecznej pozycji. Zawszę mogę powiedzieć, że to nie ja tylko Lily.
Allegory of Painting with Duolingo
The order of the works in my graduation project is not accidental. I started with a cemetery landscape and a reflection on farewells; then, thinking about moments shared with my grandmother, I entered the skin of a child, from where it was an easy path to reflect on myself and my identities. The allegory of painting is an admission to myself and to others that I am ashamed to talk about feelings. This is probably why I so often turn things into a joke – it allows me to say what I feel in a twisted way without revealing myself, from a safe position. I can always say it's not me, it's Lily.

Nie jesteś zupą pomidorową żeby cię wszyscy lubili, 120x120 cm, olej na płotnie, 2024
Nie jesteś zupą pomidorową żeby cię wszyscy lubili
Obraz jest adaptacją słynnej sceny z The Office, w której Kevin wywala się ze swoim Chilli (S5E26), jednocześnie symbolem mojego bolesnego upadku w zabieganiu o względy innych. Przypomina mi o podstawowym kłamstwie terapeutów „Nie jesteś zupą pomidorową żeby cię wszyscy lubili”. Zgadzam się co do przekazu, nie ma co walczyć o sympatię każdej osoby w zasięgu wzroku, jedna z nich nie będzie cię lubiła z zasady. Chodzi o zupę pomidorową, nie wszyscy ją lubią. Jest dużo osób nie lubiących pomidorów, nic dziwnego bo przypłynęły do nas dopiero w XVI wieku z Meksyku. Ja na przykład, nie lubiłem zupy pomidorowej, teraz lubię. Obraz uzupełnia karton najlepszych pomidorów krojonych.
You’re Not Tomato Soup for Everyone to Like You
The painting – an adaptation of the famous scene from The Office where Kevin falls down with his pot of chili (S5E26) – is a symbol of my painful failure in trying to win people over. It reminds me of the oft-repeated lie of therapists: "You’re not tomato soup for everyone to like you." I agree with it in principle – there is no need to fight for the affection of every person in sight, some of them are bound to dislike you. It's about tomato soup, not everyone likes it. There are a lot of people who don't like tomatoes, no wonder because they only came to us in the 16th century from Mexico. I used to not like tomato soup, now I do. The painting comes complete with a carton of the best chopped tomatoes.

Knieja, 120x160 cm, olej na płotnie, 2024
Knieja
Knieja, knieja, kraina baśniI wymarzonych snów,Gdy nad nami chylą się drzewa,Aby zaszumieć znów.Hej, ha! Szumi cały bór,A my za nim wtórChylimy kornie głowy.Nie do taktu huczą nam sowyI cały leśny dwór.
Chyba chciałem być harcerzem. Pamiętam jak w domu tata mnie o to zapytał – czy chcę być zuchem. Zgodziłem się. Czy to było dla mnie? Czy dla niego? W harcerstwie pociągała mnie podniosłość, to że bawiliśmy się, ale w coś bardzo poważnego, udając że to wcale nie zabawa, że faktycznie myślimy o cnotach, honorze i ojczyźnie. Mundury miały aspekt hipnotyzujący. Uniformy. L'uniforme. Zapożyczony do naszego języka z francuskiego, wcześniej z łaciny, oznacza jedną formę. Przekształca Kacprów, Karolów i Olków w zbiorowego bohatera, sprawia że na moment wszyscy stają się sobie równi, mimo że na co dzień równy się nie czułem. Ważnym momentem z życia każdego harcerza jest otrzymanie krzyża harcerskiego – trzeba było się trochę postarać żeby go zdobyć. Nigdy mi się to nie udało. Mówiono mi często, że dlatego że jestem zbyt leniwy. Chyba po prostu nie chciałem być harcerzem.
Greenwood
I think I wanted to be a scout. I remember my dad asking me if I wanted to be a cub scout. I said yes. Was it about me? Or about him? What attracted me to scouting was the earnestness, the fact that we were having fun, but with something very serious in mind, pretending that it wasn't fun at all, that we were actually thinking about virtue, honour and homeland. The uniforms had a mesmerising effect. Yes, the uniforms. Borrowed into Polish (and English) from French, previously from Latin, the word means one form. It transforms the Kacpers, Karols and Aleksanders into a collective hero, making everyone equal for a short while, even though I usually did not feel equal at all. An important moment in every scout's life is receiving the Scout Cross – it took some effort to get it. I never managed to receive it. I was told that it was because I was too lazy. No, I just didn't want to be a scout.

Boisko, 160x120 cm, olej na płótnie, 2024
Boisko SP 64 na ul. Wojszyckiej we Wrocławiu
Piłka nożna była mi bliska od zawsze, była w moim domu wszechobecna. Pamiętam dobrze słowa mojego taty, który opowiadał, że rzucił zawodową gimnastykę właśnie dla piłki nożnej, trochę z przekorą przyznając przed sobą, że być może zrobiłby karierę gimnastyka, ale poszedł za kolegami. Koledzy. Wszyscy grali w piłkę, nic dziwnego że ja też, to już była w pewnym momencie rzecz wykluczająca, w piłkę nie grać. Grałem więc, po szkole, codziennie, na boisku, na podwórku, wszędzie. Jeżeli mogłem strzelać na bramkę to strzelałem, jeżeli była zajęta – zawsze były dostępne zielone łapacze piłek, w które też można było kopać. w ostateczności kopałem w otwór zamurowanego okna na moim podwórku. No i FIFA, bo kiedyś mimo wszystko do domu musiałem wrócić. Siadałem wtedy przed moim PlayStation 2 i wraz z bratem graliśmy w fifkę, rozgrywając w kółko praktycznie jeden mecz: Arsenal – FC Porto, gdzie ja grałem drużyną portugalską. Dlaczego tak? Wszyscy wtedy kochali FC Barcelonę, był to więc jakiś element fleksu, odróżnienia się. No i FC Porto było wtedy bardzo dobrym zespołem!
Pamiętam czerwień tartanu, nie wiem właściwie kto to wymyślił, żeby go tam położyć – jest to nawierzchnia szorstka, średnio amortyzująca, ścierająca buty i brudząca wszystko na czerwono. Po 10 latach grania stała się moją ulubioną, dającą swobodę której nie mogłem osiągnąć na żadnym innym boisku, a grałem na każdej możliwej nawierzchni w różnych młodzieżowych zespołach. Dawała mi poczucie bezpieczeństwa, ciepło – zapach rozgrzanego tartanu latem był dla mnie uspokajający.
Chciałem zostać piłkarzem, w gimnazjum rodzice zapisali mnie do klubu, dla którego zrezygnowałem z harcerstwa – Victorii Wrocław. Później grałem w Śląsku Wrocław jeszcze do początku technikum, do czasu aż zrozumiałem, że piłkarzem nie będę, bo nie jestem wystarczająco dobry. Boisko zostało sferą dzieciństwa.
21. lutego 2024 pojechałem z Filipem do Portugalii i obejrzeliśmy ten mecz na żywo. Arsenal – FC Porto. Oboje wtedy kibicowaliśmy już Arsenalowi, bo Porto do 2013 roku pozbyło się wszystkich moich ulubionych piłkarzy. To był najgorszy mecz jaki widziałem, pozbawiony akcji, a w ostatniej minucie czasu doliczonego Porto strzeliło na 1:0.
Football Pitch at Primary School No. 64 on Wojszycka Street, Wrocław
Football has always been close to my heart, it was always in my home. I still remember my father telling me that he gave up professional gymnastics for football, admitting somewhat perversely that he might have had a career as a gymnast, but gave in to peer pressure. So did I. They all played football, and so did I, because not playing football was a form of exclusion. So I played, after school, every day, on the pitch, in the garden, everywhere. If I could kick at the goal, I would; if the pitch was in use, there were always the green backstop net that I could use as the goal; as a last resort, I would kick at the bricked-up window in my backyard. And then there was FIFA, because eventually I had to go back home. I used to sit in front of my PlayStation 2 with my brother and we would play FIFA over and over again, always the same game, Arsenal – FC Porto, where I was the Portuguese team. Why so? Everyone loved FC Barcelona at the time, so there was me wanting to be different. And FC Porto were a very good team at the time!
I remember the red tartan, I don't know whose idea it was – it's a rough surface, moderately shock-absorbing, abrasive to shoes and leaving reddish marks everywhere. After 10 years of playing it became my favourite surface, it gave me a freedom I couldn't get on any other surface, and I played on all kinds in various youth teams. It made me feel secure, I found the smell of warm tartan in the summer comforting.
I wanted to be a footballer and in middle school my parents enrolled me in a club I had given up scouting for – Victoria Wrocław. Later I played for Śląsk Wrocław until I started technical school, when I realised I wasn't going to make it because I wasn't good enough. The pitch became the realm of my childhood.
On 21 February 2024 I went to Portugal with Filip and we watched the match live: Arsenal – FC Porto. We both supported Arsenal at the time, because Porto had got rid of all my favourite players by 2013. It was the worst match I've ever seen, nothing was going on, Porto scored in the last minute of added time to make it 1-0.

Śmierć dziadka, 140x250 cm, olej na płotnie, 2024
Śmierć dziadka
Czekałem na to tygodniami. w końcu byłem na tyle dorosły, żeby rodzice mogli zostawić mnie samego w domu. Jechali na dwutygodniowe wakacje nad morze, zapytali czy chcę jechać z nimi, ale odmówiłem z myślą, że zrobię wielką imprezę podczas ich nieobecności. Koledzy byli już u mnie pięć minut po ich wyjeździe. W następnych dwadzieścia zdążyliśmy otworzyć trzy piwa ze skrzynki taty, zalać piwem kostkarkę do lodu, kiepować do wazonu i oglądać filmy dla dorosłych na telewizorze. Zabawę przerwał telefon taty, że umarł dziadek, zawrócili na autostradzie i będą w domu za dwadzieścia minut. Resztę pamiętam już jak przez mgłę, miks stresu i rozpaczy, wyścig z czasem żeby wszystko posprzątać, nieświadomy że sam czas właśnie wybuchł i już nic nie będzie takie samo.
Wspomnienie nie jest jednorodnym obrazem, jest sumą różnych spojrzeń, zdeformowanych, zmielonych, pourywanych – formujących obraz, który jest czymś więcej niż zdjęciem czy nagraniem, jest raczej jak zrzut ekranu, zrzut doświadczenia, nieokreślony, nieformalny. Trochę jak u Picassa? Wspomnienie nie ma jednej linii czasowej, funkcjonuje przecież tu i teraz, a opowiada o punkcie w przeszłości biorąc pod uwagę wszystko co było po nim. Niezrealizowane plany, poczucie braku.
Grandpa's Death
I'd been waiting for this for weeks. I was finally old enough for my parents to leave me alone at home. They were going on a two-week holiday to the seaside and asked if I wanted to go with them, but I said no, as I was planning to have a big party while they were away. My friends were at home five minutes after they'd left; within the next twenty minutes we managed to open three bottles of beer from my dad's crate, pour beer into the ice-cube maker, put out cigarettes in a vase and watch adult films on the TV. The fun was interrupted by Dad's phone call to say that Grandpa had died, they were turning back on the motorway and would be home in twenty minutes. I remember the rest as if through a fog, a mixture of stress and desperation, racing against time to get everything tidied up, unaware that time itself had just exploded and nothing would ever be the same again.
The memory is not a homogeneous image, it is a sum of different glimpses, deformed, ground, broken – making up a painting that is more than a photograph or a recording, it is more like a screenshot, a snapshot of experience, indefinite, informal. A little Picassoesque? Memory doesn't have a fixed timeline, it operates in the here and now, and it tells of a point in the past, taking into account everything that came after. Unfulfilled plans, a feeling of lack.
bio
kontakt
@wwwiatrak
Duchy
Duchy to część artystyczna mojego dyplomu, opowieść o moim dzieciństwie, gra w skojarzenia. Zawieszone w notatkach myśli rekonstruują się w spreparowanych, malarskich i kartonowych pamiątkach, zestawionych ze sobą w parach. Siedem zestawień obraz-obiekt opisuje dawne historie i stany, nawzajem wymieniając się znaczeniami. Razem dają pełny kontekst odczucia, pozwalają wrócić do scen i osób, które przywołują – opowiadając historie konfrontują z przeszłością.
W fazie dojrzewania płciowego według teorii rozwoju psychospołecznego Eriksona, płciowy rozwój wraz z szybkim wzrostem ciała sprawia, że wszystko co dotąd znane i trwałe, ulega zakwestionowaniu. Umysł wchodzi w stan zawieszenia pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, między moralnością przyswojoną przez dziecko a etyką, jaką posiada osoba dorosła. Kryzys rozpoczyna proces poszukiwania tożsamości.
W gestaltowskiej teorii figury i tła, figura jest wyraźna dzięki temu, że istnieje na tle, jest metaforą przeżycia. Wyłoniona, koncentruje całą uwagę, a zaspokojona, przeżyta, wycofuje się skąd powstała, staje się ponownie integralna. Wszystkie figury muszą zostać przeżyte, żeby mogły zniknąć, najlepiej w drodze konfrontacji, jeżeli nie w relacji z prawdziwą osobą, to choćby z jej wyobrażeniem. Dyplom artystyczny to mój pogłębiony autoportret. Mówi o dorastaniu, pożegnaniach, tożsamości — zamyka dzieciństwo za drzwiami, żebym ja mógł stać się dorosły.
Spirits
Spirits is the artistic part of my graduation work — a story about childhood and a game of associations. Thoughts suspended in mental notes are reconstructed in handcrafted mementos, painted or made from cardboard, presented in pairs. Seven sets of image-objects revisit past stories and emotional states, exchanging meanings with one another. Together, they offer a full emotional context, allowing a return to the scenes and people they evoke — telling stories that confront the past.
According to Erikson’s theory of psychosocial development, the onset of puberty and rapid physical growth triggers a moment of crisis — everything that once felt known and stable is suddenly called into question. The mind enters a suspended state between childhood and adulthood, between the morality internalised as a child and the ethics of a grown person. This crisis marks the beginning of an identity search.
In Gestalt theory, a figure becomes visible only against a background — it is a metaphor for lived experience. Once brought into focus, it draws our full attention. Once acknowledged and processed, it recedes and becomes whole again. All figures must be experienced in order to disappear — ideally through confrontation, whether with a real person or with their imagined presence. My artistic diploma is a deepened self-portrait. It speaks of growing up, of farewells, of identity — it closes childhood behind a door so I could become an adult.

Dzień zmarłych, 240x120 cm, olej na płótnie, 2024
Dzień zmarłych
Mój dziadek, Henryk Wiatrak od urodzenia był głuchoniemy, nie słyszał i nie mówił. Właściwie dziadek Henio, bo tak wszyscy na niego wołali. Odkąd pamiętam był już przyspawany do łóżka, w moich wspomnieniach już nie chodził. Po czasie wydaje mi się, że zdrobnienie było związane z jego niepełnosprawnością, z tym, że w drodze ubezwłasnowolnienia stracił swoją godność dorosłego, zmuszony tkwić w relacji właściwej dziecku i rodzicowi, niepełnosprawnemu i opiekunowi. Babcia nigdy o nim nie opowiadała, wiem że poznali się w zakładzie pracy, w którym dziadek dostał order za pomoc w budowie socjalizmu. No i był przystojny. Babcia przyzwyczaiła się do ciszy, a po czasie sama też ogłuchła, do dzisiaj porusza się z aparatem słuchowym – a cisza jest jedną z tych elementarnych rzeczy, które pamiętam z wizyt w jej bloku, w którym telewizor leciał zawsze, ale z wyłączonym dźwiękiem. Dziadek Henio umarł jako pierwszy, a ja doznałem pierwszej straty. Próbuję sobie przypomnieć czy byłem przy jego śmierci, czy znam to tylko z opowieści taty, który na pewno o tym wspominał. Chyba nie, chyba to nie moje wspomnienie. Moment pożegnania zastąpił mi moment pogrzebu, wkopanie urny do ziemi, później pierwsze odwiedziny na Wszystkich Świętych. „Zachowaj ciszę” często mówią tabliczki, jakby ta miała oddać śmierci szacunek, jakby była o śmierci. Kiedy cisza jest o życiu, a na pewno o życiu mojego dziadka.
Obraz powstał na podstawie dokumentacji z 1. listopada 2023 roku, ze zdjęć wykonanych na cmentarzu grabiszyńskim, osobowickim i bartoszowickim. Jest kolażem wszystkiego co wtedy wpadło mi pod obiektyw, zapisem ludzi chodzących między grobami. Pejzaż jest reprezentacją dnia zmarłych, tuż przed „zgaszeniem światła” – tym spektaklem, z którego jest znany najbardziej. Groby wibrują kolorami kwiatów, śmietniki kolorami foliowych worków, roztacza się zapach świec i obwarzanków. Obrazowi towarzyszą znicze, zamieniające poranek w wieczór.
Day of the Dead
My grandfather, Henryk Wiatrak, was deaf and dumb from birth – he could neither hear nor speak. Grandpa Henio, as everyone called him, was confined to bed for as long as I can remember. In my memory, he never walked. Over time, I came to think that his diminutive name had something to do with his disability, with the fact that he had lost his dignity as an adult because he was incapacitated and forced into the role of a child or disabled person looked after by a parent or guardian. Grandma never talked about him; I know they met in a plant where Grandpa was awarded a medal for his contribution to the building of socialism. The important thing was that he was handsome. Grandma got used to the silence, and eventually she became deaf herself; she now wears a hearing aid. Silence is one of the first things I remember from visits to her flat, where the television was always on but with the sound off. Grandpa Henio was the first to die, and I suffered my first loss. I'm trying to remember if I was there when he died, or if I only know about it from my father's stories, who surely mentioned it. I don't think it's my memory. The moment of saying goodbye has been replaced in my mind by the moment of the funeral, the laying of the urn in the ground, then the first visit on All Saints' Day. "Keep silence," the placards often say, as if silence was about respect for death, as if it was about death. But silence is about life, and certainly about the life of my grandfather.
The painting is based on the photographic documentation taken in the cemeteries of Grabiszyn, Osobowice and Bartoszowice on 1 November 2023. It is a collage of everything that I managed to capture with my lens on that day – a record of people walking among the graves. The landscape is a representation of the Day of the Dead, just before "lights out" – the spectacle for which it is best known. The graves vibrate with the colours of flowers, the rubbish bins with the colours of plastic bags, the smell of candles and bagels wafts through the air. The scene is accompanied by candles that turn morning into evening.

Trufle, 60x80 cm, olej na płótnie, 2024

Portret Babci, 60x80 cm, olej na płótnie, 2024

Zjeżdżalnia, 60x80 cm, olej na płótnie, 2024
Babcia i trufle
Janina Korasadowicz przed śmiercią pokłóciła się ze wszystkimi. Pilnowała w domu moich małych braci, kiedy w pewnym momencie coś w niej pękło, wstała i wyszła, tłumacząc że są wcieleniem zła, że ich nienawidzi. Wtedy wszystko się zmieniło, a ja nie chciałem jej znać. Kilka miesięcy później, spotkaliśmy się znowu. Zobaczyłem ją na szpitalnym łóżku, wychudzoną, pozbawioną świadomości rozległym rakiem mózgu, powtarzającą poniżającą formułę „rajstopy na pupę”. Czy nasza kłótnia ją zabiła? Przez wiele lat myślałem że pomogła, zostały wyrzuty sumienia.
Obraz coś zamknął. Przywróciłem jej twarz ze zdjęcia, wizerunek którego unikałem przez wiele lat. Zdjęcie pochodzi z rodzinnego albumu, na którym została przyłapana na papierosie, patrząc w obiektyw bez trwogi, trochę jak Olimpia u Maneta, albo Chantal Goya w Masculine Feminine Godarda. Następne tygodnie to wizyty w pracowni. Wizyty u babci. Rozmowy przy stole wśród kwiatów i trufli, o antylopach gnu z wrocławskiego ZOO i tym jakie są zajebiste. Najlepszą śmiercią umarł podobno Fragonard, od przejedzenia lodami. Moja babcia umarła na trufle ze Śnieżki.
Najlepszą śmiercią umarł podobno Fragonard, od przejedzenia lodami. Moja babcia umarła na trufle ze Śnieżki.
Grandma and Truffles
Janina Korasadowicz fell out with everyone before she died. She was looking after my little brothers at home, and one day something snapped inside her – she got up and left, saying that they were evil incarnate, that she hated them. That's when everything changed and I didn't want to know her anymore. We met again a few months later. I saw her on a hospital bed, emaciated, unconscious from extensive brain cancer, repeating the humiliating phrase "tights on the bottom." Did our falling out kill her? For many years I thought it did and the pangs of conscience remained with me.
The sketch put an end to it. I reconstructed her face – an image I had avoided for many years –from a photograph. The photo was from a family album, she was caught with a cigarette, looking into the lens without fear, a bit like Manet's Olympia, or Chantal Goya in Godard's Masculine Feminine. In the weeks that followed, visits to the studio alternated with visits to my grandmother. Conversations at the table, between flowers and chocolate truffles, about the wildebeests in the Wrocław Zoo and how awesome they are.
Fragonard is said to have died the best way, by eating too much ice cream. My grandmother died of chocolate truffles made by Snieżka.

Chłopcy, 150x150 cm, olej na płotnie, 2024
Chłopcy
Mam trzech braci, ja jestem najstarszy. Pomiędzy moimi najmłodszymi braćmi (13 i 16 lat) są 3 lata różnicy, to zupełnie tak samo jak pomiędzy mną a dorosłym Filipem, trzy lata młodszym ode mnie. Dzięki tej dziwnej koincydencji miejscami przeżywam deja vu, obserwując na żywo swoje własne wspomnienia. Obraz jest o konkurencji, walce o atencje, przegrywaniu, bólu i czytelnictwie. Bo żeby nauczyć się więcej widzieć, słyszeć i odczuwać, trzeba najpierw pobić się z bratem chociaż raz.
Boys
I have three brothers, I'm the eldest. There is a difference of three years between my youngest brothers (13 and 16), which is exactly the same as the difference between me and Filip, who is three years younger. Because of this strange coincidence, I sometimes have a sense of déjà vu as I watch my own memories unfold in front of my eyes. The painting is about competition, fighting for attention, losing, pain and reading. For in order to learn to see, hear and feel more, one must first fight one's brother at least once.

Alegoria malarstwa z Duolingo, 120x160 cm, olej na płotnie, 2024
Alegoria malarstwa z Duolingo
Kolejność prac w dyplomie nie jest przypadkowa. Zacząłem cmentarnym pejzażem i refleksją o pożegnaniach, później, kiedy myślałem o wspólnych chwilach z babcią, wszedłem w skórę dziecka, skąd prosta droga do refleksji o sobie i swoich tożsamościach. Alegoria malarstwa to przyznanie się i przed sobą i przed innymi, że jest mi wstyd mówić o emocjach. Pewnie dlatego tak często obracam coś w żart, pozwala mi to pokrętnie powiedzieć to co czuję, bez odsłaniania się – z bezpiecznej pozycji. Zawszę mogę powiedzieć, że to nie ja tylko Lily.
Allegory of Painting with Duolingo
The order of the works in my graduation project is not accidental. I started with a cemetery landscape and a reflection on farewells; then, thinking about moments shared with my grandmother, I entered the skin of a child, from where it was an easy path to reflect on myself and my identities. The allegory of painting is an admission to myself and to others that I am ashamed to talk about feelings. This is probably why I so often turn things into a joke – it allows me to say what I feel in a twisted way without revealing myself, from a safe position. I can always say it's not me, it's Lily.

Nie jesteś zupą pomidorową żeby cię wszyscy lubili, 120x120 cm, olej na płotnie, 2024
Nie jesteś zupą pomidorową żeby cię wszyscy lubili
Obraz jest adaptacją słynnej sceny z The Office, w której Kevin wywala się ze swoim Chilli (S5E26), jednocześnie symbolem mojego bolesnego upadku w zabieganiu o względy innych. Przypomina mi o podstawowym kłamstwie terapeutów „Nie jesteś zupą pomidorową żeby cię wszyscy lubili”. Zgadzam się co do przekazu, nie ma co walczyć o sympatię każdej osoby w zasięgu wzroku, jedna z nich nie będzie cię lubiła z zasady. Chodzi o zupę pomidorową, nie wszyscy ją lubią. Jest dużo osób nie lubiących pomidorów, nic dziwnego bo przypłynęły do nas dopiero w XVI wieku z Meksyku. Ja na przykład, nie lubiłem zupy pomidorowej, teraz lubię. Obraz uzupełnia karton najlepszych pomidorów krojonych.
You’re Not Tomato Soup for Everyone to Like You
The painting – an adaptation of the famous scene from The Office where Kevin falls down with his pot of chili (S5E26) – is a symbol of my painful failure in trying to win people over. It reminds me of the oft-repeated lie of therapists: "You’re not tomato soup for everyone to like you." I agree with it in principle – there is no need to fight for the affection of every person in sight, some of them are bound to dislike you. It's about tomato soup, not everyone likes it. There are a lot of people who don't like tomatoes, no wonder because they only came to us in the 16th century from Mexico. I used to not like tomato soup, now I do. The painting comes complete with a carton of the best chopped tomatoes.

Knieja, 120x160 cm, olej na płotnie, 2024
Knieja
Knieja, knieja, kraina baśniI wymarzonych snów,Gdy nad nami chylą się drzewa,Aby zaszumieć znów.Hej, ha! Szumi cały bór,A my za nim wtórChylimy kornie głowy.Nie do taktu huczą nam sowyI cały leśny dwór.
Chyba chciałem być harcerzem. Pamiętam jak w domu tata mnie o to zapytał – czy chcę być zuchem. Zgodziłem się. Czy to było dla mnie? Czy dla niego? W harcerstwie pociągała mnie podniosłość, to że bawiliśmy się, ale w coś bardzo poważnego, udając że to wcale nie zabawa, że faktycznie myślimy o cnotach, honorze i ojczyźnie. Mundury miały aspekt hipnotyzujący. Uniformy. L'uniforme. Zapożyczony do naszego języka z francuskiego, wcześniej z łaciny, oznacza jedną formę. Przekształca Kacprów, Karolów i Olków w zbiorowego bohatera, sprawia że na moment wszyscy stają się sobie równi, mimo że na co dzień równy się nie czułem. Ważnym momentem z życia każdego harcerza jest otrzymanie krzyża harcerskiego – trzeba było się trochę postarać żeby go zdobyć. Nigdy mi się to nie udało. Mówiono mi często, że dlatego że jestem zbyt leniwy. Chyba po prostu nie chciałem być harcerzem.
Greenwood
I think I wanted to be a scout. I remember my dad asking me if I wanted to be a cub scout. I said yes. Was it about me? Or about him? What attracted me to scouting was the earnestness, the fact that we were having fun, but with something very serious in mind, pretending that it wasn't fun at all, that we were actually thinking about virtue, honour and homeland. The uniforms had a mesmerising effect. Yes, the uniforms. Borrowed into Polish (and English) from French, previously from Latin, the word means one form. It transforms the Kacpers, Karols and Aleksanders into a collective hero, making everyone equal for a short while, even though I usually did not feel equal at all. An important moment in every scout's life is receiving the Scout Cross – it took some effort to get it. I never managed to receive it. I was told that it was because I was too lazy. No, I just didn't want to be a scout.

Boisko, 160x120 cm, olej na płótnie, 2024
Boisko SP 64 na ul. Wojszyckiej we Wrocławiu
Piłka nożna była mi bliska od zawsze, była w moim domu wszechobecna. Pamiętam dobrze słowa mojego taty, który opowiadał, że rzucił zawodową gimnastykę właśnie dla piłki nożnej, trochę z przekorą przyznając przed sobą, że być może zrobiłby karierę gimnastyka, ale poszedł za kolegami. Koledzy. Wszyscy grali w piłkę, nic dziwnego że ja też, to już była w pewnym momencie rzecz wykluczająca, w piłkę nie grać. Grałem więc, po szkole, codziennie, na boisku, na podwórku, wszędzie. Jeżeli mogłem strzelać na bramkę to strzelałem, jeżeli była zajęta – zawsze były dostępne zielone łapacze piłek, w które też można było kopać. w ostateczności kopałem w otwór zamurowanego okna na moim podwórku. No i FIFA, bo kiedyś mimo wszystko do domu musiałem wrócić. Siadałem wtedy przed moim PlayStation 2 i wraz z bratem graliśmy w fifkę, rozgrywając w kółko praktycznie jeden mecz: Arsenal – FC Porto, gdzie ja grałem drużyną portugalską. Dlaczego tak? Wszyscy wtedy kochali FC Barcelonę, był to więc jakiś element fleksu, odróżnienia się. No i FC Porto było wtedy bardzo dobrym zespołem!
Pamiętam czerwień tartanu, nie wiem właściwie kto to wymyślił, żeby go tam położyć – jest to nawierzchnia szorstka, średnio amortyzująca, ścierająca buty i brudząca wszystko na czerwono. Po 10 latach grania stała się moją ulubioną, dającą swobodę której nie mogłem osiągnąć na żadnym innym boisku, a grałem na każdej możliwej nawierzchni w różnych młodzieżowych zespołach. Dawała mi poczucie bezpieczeństwa, ciepło – zapach rozgrzanego tartanu latem był dla mnie uspokajający.
Chciałem zostać piłkarzem, w gimnazjum rodzice zapisali mnie do klubu, dla którego zrezygnowałem z harcerstwa – Victorii Wrocław. Później grałem w Śląsku Wrocław jeszcze do początku technikum, do czasu aż zrozumiałem, że piłkarzem nie będę, bo nie jestem wystarczająco dobry. Boisko zostało sferą dzieciństwa.
21. lutego 2024 pojechałem z Filipem do Portugalii i obejrzeliśmy ten mecz na żywo. Arsenal – FC Porto. Oboje wtedy kibicowaliśmy już Arsenalowi, bo Porto do 2013 roku pozbyło się wszystkich moich ulubionych piłkarzy. To był najgorszy mecz jaki widziałem, pozbawiony akcji, a w ostatniej minucie czasu doliczonego Porto strzeliło na 1:0.
Football Pitch at Primary School No. 64 on Wojszycka Street, Wrocław
Football has always been close to my heart, it was always in my home. I still remember my father telling me that he gave up professional gymnastics for football, admitting somewhat perversely that he might have had a career as a gymnast, but gave in to peer pressure. So did I. They all played football, and so did I, because not playing football was a form of exclusion. So I played, after school, every day, on the pitch, in the garden, everywhere. If I could kick at the goal, I would; if the pitch was in use, there were always the green backstop net that I could use as the goal; as a last resort, I would kick at the bricked-up window in my backyard. And then there was FIFA, because eventually I had to go back home. I used to sit in front of my PlayStation 2 with my brother and we would play FIFA over and over again, always the same game, Arsenal – FC Porto, where I was the Portuguese team. Why so? Everyone loved FC Barcelona at the time, so there was me wanting to be different. And FC Porto were a very good team at the time!
I remember the red tartan, I don't know whose idea it was – it's a rough surface, moderately shock-absorbing, abrasive to shoes and leaving reddish marks everywhere. After 10 years of playing it became my favourite surface, it gave me a freedom I couldn't get on any other surface, and I played on all kinds in various youth teams. It made me feel secure, I found the smell of warm tartan in the summer comforting.
I wanted to be a footballer and in middle school my parents enrolled me in a club I had given up scouting for – Victoria Wrocław. Later I played for Śląsk Wrocław until I started technical school, when I realised I wasn't going to make it because I wasn't good enough. The pitch became the realm of my childhood.
On 21 February 2024 I went to Portugal with Filip and we watched the match live: Arsenal – FC Porto. We both supported Arsenal at the time, because Porto had got rid of all my favourite players by 2013. It was the worst match I've ever seen, nothing was going on, Porto scored in the last minute of added time to make it 1-0.

Śmierć dziadka, 140x250 cm, olej na płotnie, 2024
Śmierć dziadka
Czekałem na to tygodniami. w końcu byłem na tyle dorosły, żeby rodzice mogli zostawić mnie samego w domu. Jechali na dwutygodniowe wakacje nad morze, zapytali czy chcę jechać z nimi, ale odmówiłem z myślą, że zrobię wielką imprezę podczas ich nieobecności. Koledzy byli już u mnie pięć minut po ich wyjeździe. W następnych dwadzieścia zdążyliśmy otworzyć trzy piwa ze skrzynki taty, zalać piwem kostkarkę do lodu, kiepować do wazonu i oglądać filmy dla dorosłych na telewizorze. Zabawę przerwał telefon taty, że umarł dziadek, zawrócili na autostradzie i będą w domu za dwadzieścia minut. Resztę pamiętam już jak przez mgłę, miks stresu i rozpaczy, wyścig z czasem żeby wszystko posprzątać, nieświadomy że sam czas właśnie wybuchł i już nic nie będzie takie samo.
Wspomnienie nie jest jednorodnym obrazem, jest sumą różnych spojrzeń, zdeformowanych, zmielonych, pourywanych – formujących obraz, który jest czymś więcej niż zdjęciem czy nagraniem, jest raczej jak zrzut ekranu, zrzut doświadczenia, nieokreślony, nieformalny. Trochę jak u Picassa? Wspomnienie nie ma jednej linii czasowej, funkcjonuje przecież tu i teraz, a opowiada o punkcie w przeszłości biorąc pod uwagę wszystko co było po nim. Niezrealizowane plany, poczucie braku.
Grandpa's Death
I'd been waiting for this for weeks. I was finally old enough for my parents to leave me alone at home. They were going on a two-week holiday to the seaside and asked if I wanted to go with them, but I said no, as I was planning to have a big party while they were away. My friends were at home five minutes after they'd left; within the next twenty minutes we managed to open three bottles of beer from my dad's crate, pour beer into the ice-cube maker, put out cigarettes in a vase and watch adult films on the TV. The fun was interrupted by Dad's phone call to say that Grandpa had died, they were turning back on the motorway and would be home in twenty minutes. I remember the rest as if through a fog, a mixture of stress and desperation, racing against time to get everything tidied up, unaware that time itself had just exploded and nothing would ever be the same again.
The memory is not a homogeneous image, it is a sum of different glimpses, deformed, ground, broken – making up a painting that is more than a photograph or a recording, it is more like a screenshot, a snapshot of experience, indefinite, informal. A little Picassoesque? Memory doesn't have a fixed timeline, it operates in the here and now, and it tells of a point in the past, taking into account everything that came after. Unfulfilled plans, a feeling of lack.
bio
kontakt
@wwwiatrak
Duchy
Duchy to część artystyczna mojego dyplomu, opowieść o moim dzieciństwie, gra w skojarzenia. Zawieszone w notatkach myśli rekonstruują się w spreparowanych, malarskich i kartonowych pamiątkach, zestawionych ze sobą w parach. Siedem zestawień obraz-obiekt opisuje dawne historie i stany, nawzajem wymieniając się znaczeniami. Razem dają pełny kontekst odczucia, pozwalają wrócić do scen i osób, które przywołują – opowiadając historie konfrontują z przeszłością.
W fazie dojrzewania płciowego według teorii rozwoju psychospołecznego Eriksona, płciowy rozwój wraz z szybkim wzrostem ciała sprawia, że wszystko co dotąd znane i trwałe, ulega zakwestionowaniu. Umysł wchodzi w stan zawieszenia pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, między moralnością przyswojoną przez dziecko a etyką, jaką posiada osoba dorosła. Kryzys rozpoczyna proces poszukiwania tożsamości.
W gestaltowskiej teorii figury i tła, figura jest wyraźna dzięki temu, że istnieje na tle, jest metaforą przeżycia. Wyłoniona, koncentruje całą uwagę, a zaspokojona, przeżyta, wycofuje się skąd powstała, staje się ponownie integralna. Wszystkie figury muszą zostać przeżyte, żeby mogły zniknąć, najlepiej w drodze konfrontacji, jeżeli nie w relacji z prawdziwą osobą, to choćby z jej wyobrażeniem. Dyplom artystyczny to mój pogłębiony autoportret. Mówi o dorastaniu, pożegnaniach, tożsamości — zamyka dzieciństwo za drzwiami, żebym ja mógł stać się dorosły.
Spirits
Spirits is the artistic part of my graduation work — a story about childhood and a game of associations. Thoughts suspended in mental notes are reconstructed in handcrafted mementos, painted or made from cardboard, presented in pairs. Seven sets of image-objects revisit past stories and emotional states, exchanging meanings with one another. Together, they offer a full emotional context, allowing a return to the scenes and people they evoke — telling stories that confront the past.
According to Erikson’s theory of psychosocial development, the onset of puberty and rapid physical growth triggers a moment of crisis — everything that once felt known and stable is suddenly called into question. The mind enters a suspended state between childhood and adulthood, between the morality internalised as a child and the ethics of a grown person. This crisis marks the beginning of an identity search.
In Gestalt theory, a figure becomes visible only against a background — it is a metaphor for lived experience. Once brought into focus, it draws our full attention. Once acknowledged and processed, it recedes and becomes whole again. All figures must be experienced in order to disappear — ideally through confrontation, whether with a real person or with their imagined presence. My artistic diploma is a deepened self-portrait. It speaks of growing up, of farewells, of identity — it closes childhood behind a door so I could become an adult.

Dzień zmarłych, 240x120 cm, olej na płótnie, 2024
Dzień zmarłych
Mój dziadek, Henryk Wiatrak od urodzenia był głuchoniemy, nie słyszał i nie mówił. Właściwie dziadek Henio, bo tak wszyscy na niego wołali. Odkąd pamiętam był już przyspawany do łóżka, w moich wspomnieniach już nie chodził. Po czasie wydaje mi się, że zdrobnienie było związane z jego niepełnosprawnością, z tym, że w drodze ubezwłasnowolnienia stracił swoją godność dorosłego, zmuszony tkwić w relacji właściwej dziecku i rodzicowi, niepełnosprawnemu i opiekunowi. Babcia nigdy o nim nie opowiadała, wiem że poznali się w zakładzie pracy, w którym dziadek dostał order za pomoc w budowie socjalizmu. No i był przystojny. Babcia przyzwyczaiła się do ciszy, a po czasie sama też ogłuchła, do dzisiaj porusza się z aparatem słuchowym – a cisza jest jedną z tych elementarnych rzeczy, które pamiętam z wizyt w jej bloku, w którym telewizor leciał zawsze, ale z wyłączonym dźwiękiem. Dziadek Henio umarł jako pierwszy, a ja doznałem pierwszej straty. Próbuję sobie przypomnieć czy byłem przy jego śmierci, czy znam to tylko z opowieści taty, który na pewno o tym wspominał. Chyba nie, chyba to nie moje wspomnienie. Moment pożegnania zastąpił mi moment pogrzebu, wkopanie urny do ziemi, później pierwsze odwiedziny na Wszystkich Świętych. „Zachowaj ciszę” często mówią tabliczki, jakby ta miała oddać śmierci szacunek, jakby była o śmierci. Kiedy cisza jest o życiu, a na pewno o życiu mojego dziadka.
Obraz powstał na podstawie dokumentacji z 1. listopada 2023 roku, ze zdjęć wykonanych na cmentarzu grabiszyńskim, osobowickim i bartoszowickim. Jest kolażem wszystkiego co wtedy wpadło mi pod obiektyw, zapisem ludzi chodzących między grobami. Pejzaż jest reprezentacją dnia zmarłych, tuż przed „zgaszeniem światła” – tym spektaklem, z którego jest znany najbardziej. Groby wibrują kolorami kwiatów, śmietniki kolorami foliowych worków, roztacza się zapach świec i obwarzanków. Obrazowi towarzyszą znicze, zamieniające poranek w wieczór.
Day of the Dead
My grandfather, Henryk Wiatrak, was deaf and dumb from birth – he could neither hear nor speak. Grandpa Henio, as everyone called him, was confined to bed for as long as I can remember. In my memory, he never walked. Over time, I came to think that his diminutive name had something to do with his disability, with the fact that he had lost his dignity as an adult because he was incapacitated and forced into the role of a child or disabled person looked after by a parent or guardian. Grandma never talked about him; I know they met in a plant where Grandpa was awarded a medal for his contribution to the building of socialism. The important thing was that he was handsome. Grandma got used to the silence, and eventually she became deaf herself; she now wears a hearing aid. Silence is one of the first things I remember from visits to her flat, where the television was always on but with the sound off. Grandpa Henio was the first to die, and I suffered my first loss. I'm trying to remember if I was there when he died, or if I only know about it from my father's stories, who surely mentioned it. I don't think it's my memory. The moment of saying goodbye has been replaced in my mind by the moment of the funeral, the laying of the urn in the ground, then the first visit on All Saints' Day. "Keep silence," the placards often say, as if silence was about respect for death, as if it was about death. But silence is about life, and certainly about the life of my grandfather.
The painting is based on the photographic documentation taken in the cemeteries of Grabiszyn, Osobowice and Bartoszowice on 1 November 2023. It is a collage of everything that I managed to capture with my lens on that day – a record of people walking among the graves. The landscape is a representation of the Day of the Dead, just before "lights out" – the spectacle for which it is best known. The graves vibrate with the colours of flowers, the rubbish bins with the colours of plastic bags, the smell of candles and bagels wafts through the air. The scene is accompanied by candles that turn morning into evening.

Trufle, 60x80 cm, olej na płótnie, 2024

Portret Babci, 60x80 cm, olej na płótnie, 2024

Zjeżdżalnia, 60x80 cm, olej na płótnie, 2024
Babcia i trufle
Janina Korasadowicz przed śmiercią pokłóciła się ze wszystkimi. Pilnowała w domu moich małych braci, kiedy w pewnym momencie coś w niej pękło, wstała i wyszła, tłumacząc że są wcieleniem zła, że ich nienawidzi. Wtedy wszystko się zmieniło, a ja nie chciałem jej znać. Kilka miesięcy później, spotkaliśmy się znowu. Zobaczyłem ją na szpitalnym łóżku, wychudzoną, pozbawioną świadomości rozległym rakiem mózgu, powtarzającą poniżającą formułę „rajstopy na pupę”. Czy nasza kłótnia ją zabiła? Przez wiele lat myślałem że pomogła, zostały wyrzuty sumienia.
Obraz coś zamknął. Przywróciłem jej twarz ze zdjęcia, wizerunek którego unikałem przez wiele lat. Zdjęcie pochodzi z rodzinnego albumu, na którym została przyłapana na papierosie, patrząc w obiektyw bez trwogi, trochę jak Olimpia u Maneta, albo Chantal Goya w Masculine Feminine Godarda. Następne tygodnie to wizyty w pracowni. Wizyty u babci. Rozmowy przy stole wśród kwiatów i trufli, o antylopach gnu z wrocławskiego ZOO i tym jakie są zajebiste.
Najlepszą śmiercią umarł podobno Fragonard, od przejedzenia lodami. Moja babcia umarła na trufle ze Śnieżki.
Grandma and Truffles
Janina Korasadowicz fell out with everyone before she died. She was looking after my little brothers at home, and one day something snapped inside her – she got up and left, saying that they were evil incarnate, that she hated them. That's when everything changed and I didn't want to know her anymore. We met again a few months later. I saw her on a hospital bed, emaciated, unconscious from extensive brain cancer, repeating the humiliating phrase "tights on the bottom." Did our falling out kill her? For many years I thought it did and the pangs of conscience remained with me.
The sketch put an end to it. I reconstructed her face – an image I had avoided for many years –from a photograph. The photo was from a family album, she was caught with a cigarette, looking into the lens without fear, a bit like Manet's Olympia, or Chantal Goya in Godard's Masculine Feminine. In the weeks that followed, visits to the studio alternated with visits to my grandmother. Conversations at the table, between flowers and chocolate truffles, about the wildebeests in the Wrocław Zoo and how awesome they are.
Fragonard is said to have died the best way, by eating too much ice cream. My grandmother died of chocolate truffles made by Snieżka.

Chłopcy, 150x150 cm, olej na płotnie, 2024
Chłopcy
Mam trzech braci, ja jestem najstarszy. Pomiędzy moimi najmłodszymi braćmi (13 i 16 lat) są 3 lata różnicy, to zupełnie tak samo jak pomiędzy mną a dorosłym Filipem, trzy lata młodszym ode mnie. Dzięki tej dziwnej koincydencji miejscami przeżywam deja vu, obserwując na żywo swoje własne wspomnienia. Obraz jest o konkurencji, walce o atencje, przegrywaniu, bólu i czytelnictwie. Bo żeby nauczyć się więcej widzieć, słyszeć i odczuwać, trzeba najpierw pobić się z bratem chociaż raz.
Boys
I have three brothers, I'm the eldest. There is a difference of three years between my youngest brothers (13 and 16), which is exactly the same as the difference between me and Filip, who is three years younger. Because of this strange coincidence, I sometimes have a sense of déjà vu as I watch my own memories unfold in front of my eyes. The painting is about competition, fighting for attention, losing, pain and reading. For in order to learn to see, hear and feel more, one must first fight one's brother at least once.

Alegoria malarstwa z Duolingo, 120x160 cm, olej na płotnie, 2024
Alegoria malarstwa z Duolingo
Kolejność prac w dyplomie nie jest przypadkowa. Zacząłem cmentarnym pejzażem i refleksją o pożegnaniach, później, kiedy myślałem o wspólnych chwilach z babcią, wszedłem w skórę dziecka, skąd prosta droga do refleksji o sobie i swoich tożsamościach. Alegoria malarstwa to przyznanie się i przed sobą i przed innymi, że jest mi wstyd mówić o emocjach. Pewnie dlatego tak często obracam coś w żart, pozwala mi to pokrętnie powiedzieć to co czuję, bez odsłaniania się – z bezpiecznej pozycji. Zawszę mogę powiedzieć, że to nie ja tylko Lily.
Allegory of Painting with Duolingo
The order of the works in my graduation project is not accidental. I started with a cemetery landscape and a reflection on farewells; then, thinking about moments shared with my grandmother, I entered the skin of a child, from where it was an easy path to reflect on myself and my identities. The allegory of painting is an admission to myself and to others that I am ashamed to talk about feelings. This is probably why I so often turn things into a joke – it allows me to say what I feel in a twisted way without revealing myself, from a safe position. I can always say it's not me, it's Lily.

Nie jesteś zupą pomidorową żeby cię wszyscy lubili, 120x120 cm, olej na płotnie, 2024
Nie jesteś zupą pomidorową żeby cię wszyscy lubili
Obraz jest adaptacją słynnej sceny z The Office, w której Kevin wywala się ze swoim Chilli (S5E26), jednocześnie symbolem mojego bolesnego upadku w zabieganiu o względy innych. Przypomina mi o podstawowym kłamstwie terapeutów „Nie jesteś zupą pomidorową żeby cię wszyscy lubili”. Zgadzam się co do przekazu, nie ma co walczyć o sympatię każdej osoby w zasięgu wzroku, jedna z nich nie będzie cię lubiła z zasady. Chodzi o zupę pomidorową, nie wszyscy ją lubią. Jest dużo osób nie lubiących pomidorów, nic dziwnego bo przypłynęły do nas dopiero w XVI wieku z Meksyku. Ja na przykład, nie lubiłem zupy pomidorowej, teraz lubię. Obraz uzupełnia karton najlepszych pomidorów krojonych.
You’re Not Tomato Soup for Everyone to Like You
The painting – an adaptation of the famous scene from The Office where Kevin falls down with his pot of chili (S5E26) – is a symbol of my painful failure in trying to win people over. It reminds me of the oft-repeated lie of therapists: "You’re not tomato soup for everyone to like you." I agree with it in principle – there is no need to fight for the affection of every person in sight, some of them are bound to dislike you. It's about tomato soup, not everyone likes it. There are a lot of people who don't like tomatoes, no wonder because they only came to us in the 16th century from Mexico. I used to not like tomato soup, now I do. The painting comes complete with a carton of the best chopped tomatoes.

Knieja, 120x160 cm, olej na płotnie, 2024
Knieja
Knieja, knieja, kraina baśniI wymarzonych snów,Gdy nad nami chylą się drzewa,Aby zaszumieć znów.Hej, ha! Szumi cały bór,A my za nim wtórChylimy kornie głowy.Nie do taktu huczą nam sowyI cały leśny dwór.
Chyba chciałem być harcerzem. Pamiętam jak w domu tata mnie o to zapytał – czy chcę być zuchem. Zgodziłem się. Czy to było dla mnie? Czy dla niego? W harcerstwie pociągała mnie podniosłość, to że bawiliśmy się, ale w coś bardzo poważnego, udając że to wcale nie zabawa, że faktycznie myślimy o cnotach, honorze i ojczyźnie. Mundury miały aspekt hipnotyzujący. Uniformy. L'uniforme. Zapożyczony do naszego języka z francuskiego, wcześniej z łaciny, oznacza jedną formę. Przekształca Kacprów, Karolów i Olków w zbiorowego bohatera, sprawia że na moment wszyscy stają się sobie równi, mimo że na co dzień równy się nie czułem. Ważnym momentem z życia każdego harcerza jest otrzymanie krzyża harcerskiego – trzeba było się trochę postarać żeby go zdobyć. Nigdy mi się to nie udało. Mówiono mi często, że dlatego że jestem zbyt leniwy. Chyba po prostu nie chciałem być harcerzem.
Greenwood
I think I wanted to be a scout. I remember my dad asking me if I wanted to be a cub scout. I said yes. Was it about me? Or about him? What attracted me to scouting was the earnestness, the fact that we were having fun, but with something very serious in mind, pretending that it wasn't fun at all, that we were actually thinking about virtue, honour and homeland. The uniforms had a mesmerising effect. Yes, the uniforms. Borrowed into Polish (and English) from French, previously from Latin, the word means one form. It transforms the Kacpers, Karols and Aleksanders into a collective hero, making everyone equal for a short while, even though I usually did not feel equal at all. An important moment in every scout's life is receiving the Scout Cross – it took some effort to get it. I never managed to receive it. I was told that it was because I was too lazy. No, I just didn't want to be a scout.

Boisko, 160x120 cm, olej na płótnie, 2024
Boisko SP 64 na ul. Wojszyckiej we Wrocławiu
Piłka nożna była mi bliska od zawsze, była w moim domu wszechobecna. Pamiętam dobrze słowa mojego taty, który opowiadał, że rzucił zawodową gimnastykę właśnie dla piłki nożnej, trochę z przekorą przyznając przed sobą, że być może zrobiłby karierę gimnastyka, ale poszedł za kolegami. Koledzy. Wszyscy grali w piłkę, nic dziwnego że ja też, to już była w pewnym momencie rzecz wykluczająca, w piłkę nie grać. Grałem więc, po szkole, codziennie, na boisku, na podwórku, wszędzie. Jeżeli mogłem strzelać na bramkę to strzelałem, jeżeli była zajęta – zawsze były dostępne zielone łapacze piłek, w które też można było kopać. w ostateczności kopałem w otwór zamurowanego okna na moim podwórku. No i FIFA, bo kiedyś mimo wszystko do domu musiałem wrócić. Siadałem wtedy przed moim PlayStation 2 i wraz z bratem graliśmy w fifkę, rozgrywając w kółko praktycznie jeden mecz: Arsenal – FC Porto, gdzie ja grałem drużyną portugalską. Dlaczego tak? Wszyscy wtedy kochali FC Barcelonę, był to więc jakiś element fleksu, odróżnienia się. No i FC Porto było wtedy bardzo dobrym zespołem!
Pamiętam czerwień tartanu, nie wiem właściwie kto to wymyślił, żeby go tam położyć – jest to nawierzchnia szorstka, średnio amortyzująca, ścierająca buty i brudząca wszystko na czerwono. Po 10 latach grania stała się moją ulubioną, dającą swobodę której nie mogłem osiągnąć na żadnym innym boisku, a grałem na każdej możliwej nawierzchni w różnych młodzieżowych zespołach. Dawała mi poczucie bezpieczeństwa, ciepło – zapach rozgrzanego tartanu latem był dla mnie uspokajający.
Chciałem zostać piłkarzem, w gimnazjum rodzice zapisali mnie do klubu, dla którego zrezygnowałem z harcerstwa – Victorii Wrocław. Później grałem w Śląsku Wrocław jeszcze do początku technikum, do czasu aż zrozumiałem, że piłkarzem nie będę, bo nie jestem wystarczająco dobry. Boisko zostało sferą dzieciństwa.
21. lutego 2024 pojechałem z Filipem do Portugalii i obejrzeliśmy ten mecz na żywo. Arsenal – FC Porto. Oboje wtedy kibicowaliśmy już Arsenalowi, bo Porto do 2013 roku pozbyło się wszystkich moich ulubionych piłkarzy. To był najgorszy mecz jaki widziałem, pozbawiony akcji, a w ostatniej minucie czasu doliczonego Porto strzeliło na 1:0.
Football Pitch at Primary School No. 64 on Wojszycka Street, Wrocław
Football has always been close to my heart, it was always in my home. I still remember my father telling me that he gave up professional gymnastics for football, admitting somewhat perversely that he might have had a career as a gymnast, but gave in to peer pressure. So did I. They all played football, and so did I, because not playing football was a form of exclusion. So I played, after school, every day, on the pitch, in the garden, everywhere. If I could kick at the goal, I would; if the pitch was in use, there were always the green backstop net that I could use as the goal; as a last resort, I would kick at the bricked-up window in my backyard. And then there was FIFA, because eventually I had to go back home. I used to sit in front of my PlayStation 2 with my brother and we would play FIFA over and over again, always the same game, Arsenal – FC Porto, where I was the Portuguese team. Why so? Everyone loved FC Barcelona at the time, so there was me wanting to be different. And FC Porto were a very good team at the time!
I remember the red tartan, I don't know whose idea it was – it's a rough surface, moderately shock-absorbing, abrasive to shoes and leaving reddish marks everywhere. After 10 years of playing it became my favourite surface, it gave me a freedom I couldn't get on any other surface, and I played on all kinds in various youth teams. It made me feel secure, I found the smell of warm tartan in the summer comforting.
I wanted to be a footballer and in middle school my parents enrolled me in a club I had given up scouting for – Victoria Wrocław. Later I played for Śląsk Wrocław until I started technical school, when I realised I wasn't going to make it because I wasn't good enough. The pitch became the realm of my childhood.
On 21 February 2024 I went to Portugal with Filip and we watched the match live: Arsenal – FC Porto. We both supported Arsenal at the time, because Porto had got rid of all my favourite players by 2013. It was the worst match I've ever seen, nothing was going on, Porto scored in the last minute of added time to make it 1-0.

Śmierć dziadka, 140x250 cm, olej na płotnie, 2024
Śmierć dziadka
Czekałem na to tygodniami. w końcu byłem na tyle dorosły, żeby rodzice mogli zostawić mnie samego w domu. Jechali na dwutygodniowe wakacje nad morze, zapytali czy chcę jechać z nimi, ale odmówiłem z myślą, że zrobię wielką imprezę podczas ich nieobecności. Koledzy byli już u mnie pięć minut po ich wyjeździe. W następnych dwadzieścia zdążyliśmy otworzyć trzy piwa ze skrzynki taty, zalać piwem kostkarkę do lodu, kiepować do wazonu i oglądać filmy dla dorosłych na telewizorze. Zabawę przerwał telefon taty, że umarł dziadek, zawrócili na autostradzie i będą w domu za dwadzieścia minut. Resztę pamiętam już jak przez mgłę, miks stresu i rozpaczy, wyścig z czasem żeby wszystko posprzątać, nieświadomy że sam czas właśnie wybuchł i już nic nie będzie takie samo.
Wspomnienie nie jest jednorodnym obrazem, jest sumą różnych spojrzeń, zdeformowanych, zmielonych, pourywanych – formujących obraz, który jest czymś więcej niż zdjęciem czy nagraniem, jest raczej jak zrzut ekranu, zrzut doświadczenia, nieokreślony, nieformalny. Trochę jak u Picassa? Wspomnienie nie ma jednej linii czasowej, funkcjonuje przecież tu i teraz, a opowiada o punkcie w przeszłości biorąc pod uwagę wszystko co było po nim. Niezrealizowane plany, poczucie braku.
Grandpa's Death
I'd been waiting for this for weeks. I was finally old enough for my parents to leave me alone at home. They were going on a two-week holiday to the seaside and asked if I wanted to go with them, but I said no, as I was planning to have a big party while they were away. My friends were at home five minutes after they'd left; within the next twenty minutes we managed to open three bottles of beer from my dad's crate, pour beer into the ice-cube maker, put out cigarettes in a vase and watch adult films on the TV. The fun was interrupted by Dad's phone call to say that Grandpa had died, they were turning back on the motorway and would be home in twenty minutes. I remember the rest as if through a fog, a mixture of stress and desperation, racing against time to get everything tidied up, unaware that time itself had just exploded and nothing would ever be the same again.
The memory is not a homogeneous image, it is a sum of different glimpses, deformed, ground, broken – making up a painting that is more than a photograph or a recording, it is more like a screenshot, a snapshot of experience, indefinite, informal. A little Picassoesque? Memory doesn't have a fixed timeline, it operates in the here and now, and it tells of a point in the past, taking into account everything that came after. Unfulfilled plans, a feeling of lack.